Opis obrazów

Opisanie wydarzeń oraz objaśnienie symboliki moich prac, stworzy czytelnikowi pełny obraz tych czasów.

WYSTAWY

Zawsze powtarzam, że wystawa – dla plastyka, jak scena – dla aktora

Home » Opis obrazów

Przeczucie

Submitted by on Poniedziałek, 26 styczeń 2009No Comment

s_wilk

Mój pies Szary siedzi w charakterystycznej dla siebie pozie i wyje, czując biedę u ludzi. Dla mnie był przyjacielem, dla wilków wrogiem. Często psuł im złodziejskie szyki, podejmując alarm. Zginął Szary w bohaterskiej walce z wilkami, broniąc uczniów naszej szkoły. Stało się to dziwnej, złotej jesieni. Nad wioską krążyły kolorowe liście, jak zawsze o tej porze roku, nas z całej szkoły posłali wykopywać kołchozowe ziemniaki. Była obawa, że prędko spadnie śnieg, przyjdą mrozy, a szkoła zawsze, nawet w czasie pokoju szła na kołchozowe pole pomagać zebrać ziemniaki, kapustę, buraki. Ale teraz, kiedy dorośli byli na wojnie, obowiązkiem uczniów było całe lato pracować w rolnictwie, wiosną sadzać ziemniaki, latem okopywać, a jesienią wykopywać, zbierać i nosić w duże kupy, które wieczorem wywozili do magazynów kołchozu, a potem do miasta, żeby je zdać dla wykonania państwowego planu.

W czasie wykopków było nawet wesoło. Starsi uczniowie bawili się, kto wykopie największy ziemniak, młodsi grali w wojnę, rzucając zgniłymi kartoflami jak piłkami. Ale największą ulgą było pieczenie ziemniaków. Oczywiście przynosili z sobą zapałki, zbierali obok w lasku chrust, rozpalali ognisko do nieba, rozsiadali w kółko i czekali, kiedy te wrzucone w węgle ziemniaki będą upieczone. Zwykle to ognisko pozwalali nam nauczyciele robić już wieczorem, w nagrodę za dobrą pracę, a potem w domu rodzice też byli zadowoleni, że dzieci wróciły nie potrzebując kolacji. Do tego wspólnego jedzenia ktoś czasami przynosił z domu kwaszonych ogórków, czy kwaszoną kapustę albo garnek kwaśnego mleka i to naprawdę był królewski, wspólny obiad. Mnie z grupą uczniów nauczycielka posłała do lasku za patykami do ogniska. Z przodu leciał Szary, który mi często towarzyszył w polu, potem parę dziewczyn i moja przyjaciółka Julia i ja z kolegami. Na kraju lasku rozdzieliliśmy się na grupki i zaczęliśmy zbierać suche patyki. Raptem w ciszy lasu rozniosły się histeryczne krzyki: „Wilki, wilki!”. My chłopaki zamarliśmy na miejscu, każdy z nas już wiedział, że lepiej nie ruszać się, krzyczeć i czekać na pomoc, bo wilk zawsze dogoni człowieka, jednak dziewczynki ze strachu rzuciły się do ucieczki w stronę obozu szkolnego. Ja zobaczyłem jak Półogona z innymi wilkami popędziły za dziewczynami i prędko doganiały Julię biegnącą ostatnią. Krzyknąłem „Szary, ratuj!”, a on natychmiast rzucił się na wilki. Te odwróciły się od dziewczyn i rzuciły na psa, w kłębowisku walczących migały straszne zęby zwierząt, leciały kawałki skóry, roznosiły się straszne ryki i szczekanie. To trwało krótką chwilę, na krzyki dziewczyn od strony kartofliska lecieli już chłopacy z łopatami i zapalonymi na kijach szmatami. Wilki przestraszone tłumem krzyczących ludzi z ogniem w rękach rzuciły się do ucieczki razem z przewodnikiem Półogonem. Na ziemi leżał przewrócony Szary. Rzuciłem się do niego, przytuliłem do piersi. Z jego rozerwanego gardła ciekła krew. On liznął moją rękę i zamknął na wieki swe cudowne oczy. Uratowane dziewczyny ściskały jego obwisłe ciało i płakały. To był smutny dzień dla całej szkoły. Ja nie mogłem dojść do siebie, nie mogłem patrzeć, jak go opuszczają w wykopaną mogiłę na skraju lasu, gdzie on zginął. Potem zebraliśmy i położyli na niej kamienie. Następnego dnia, kiedy mi serce odpuściło trochę, wydrapałem na kamieniu imię Szary i lata jego życia.

Stefan Centomirski Sybirak, Przeczucie, 1961 r.

Comments are closed.