Opis obrazów

Opisanie wydarzeń oraz objaśnienie symboliki moich prac, stworzy czytelnikowi pełny obraz tych czasów.

WYSTAWY

Zawsze powtarzam, że wystawa – dla plastyka, jak scena – dla aktora

Home » Opis obrazów

Niebezpieczne rysowanie kobiet w łaźni.

Submitted by on Sobota, 2 maj 2009No Comment

s_akty_bania

W wiosce nikt nie miał w chałupie łazienki, a małe dzieci i starzy ludzie oraz chorzy myli się w balii, korycie, podgrzewając wodę na piecu. Co bogatsi miejscowi, mieli w swych podwórkach małe łaźnie. Biedniejszym rodzinom pozwalali z nich korzystać za odpowiednią pracę na działce gospodarza. W pierwsze dni po przybyciu na miejsce osiedlenia, mój ojciec zorganizował budowę społecznej łaźni w centrum wioski, w której potem jednego dnia myły się kobiety, a następnego mężczyźni. Tam były ułożone w piecu duże kamienie, które podgrzewały się do białego koloru. Wylewano na nie z wiadra zimną wodę i gorąca para wraz z biciem zielonymi brzozowymi gałązkami po ciele cudownie zdejmowała nie tylko brud, ale i zmęczenie, a nawet przeziębienie. A potem ciało oblewali zimną wodą i człowiek ubierał się w dziurawe, ale czyste ubrania i wracał do domu szczęśliwy.

To było święto dla ciała, ale i duch wzmacniał się do codziennej walki z trudnościami życia. U mnie te męskie dni w łaźni w dzieciństwie związane są z cudownymi chwilami spędzonymi z ojcem. On pierwszy zwrócił moją uwagę na piękno ciała ludzkiego. Oczywiście on nie znał teorii o idealnych proporcjach z nauki anatomii Leonarda da Vinci, czy estetyki statuy rzymian, ale on widział to po swojemu. Mówił: zobacz jak rodacy tu dobrze wyglądają, brakuje tylko europejskiego ubrania. Ale my po łaźni musimy wkładać łachy, waciaki, koszule i stajemy się straszydłami.

Trzeba wiedzieć, że w Syberii ciała zawsze okryte łachami, zimą od wiatru i mrozu, ale i latem od komarów i muszek. Nawet przy gorącym słońcu nikt nie opalał się. Po kilku latach, zostawszy bez ojca chodziłem do łaźni z kolegami ze szkoły. Ta łazienka była jedynym miejscem, gdzie można było poznać anatomię człowieka, a kiedy zobaczyłem w książkach sztukę Michała Anioła, od razu polubiłem go i chciałem też malować rozebrane postacie. Ale wszyscy na Syberii chodzili ubrani, tylko w łazience mogłem poznać budowę nagiego mężczyzny i przyszło mi do głowy, żeby tam rysować. Wziąłem kawałki papieru, chemiczny ołówek żeby wilgotność nie przeszkadzała, siadłem sobie w kąciku na wiadrze i zacząłem szkicować. Nikomu to nie przeszkadzało, a jak ktoś zaczął naśmiewać się, to inni od razu na niego krzyczeli – „sam nie umiesz, nie zrażaj mistrza”. Ludzie zawsze z uwagą i podziwem odnosili się do mego rysowania. Co prawda w łazience ja nigdy nie portretowałem, a rysowałem postacie w ruchu. A gdybym i chciał zrobić podobiznę, to niemożliwe ze względu na kłęby pary i wilgotności. Widoczne były tylko fragmenty ciała i to było najważniejsze, przypominały mi postacie z fresków wielkich mistrzów.

W dzisiejszych idealnych warunkach dla rozwoju zdolności młodych, studentom ASP poradziłbym, aby praktykowali na wzór moich łazienkowskich ćwiczeń. Choć też można szkicować nad rzeką, po co się męczyć w łazience. Ale czego ja im odradzam, to moich awantur z kobiecą łaźnią.

Było to dużo później, byłem już po dwudziestce, uczyłem się w liceum plastycznym i malowaliśmy już akty. Ale rysować po dwie godziny dziennie to było dla mnie mało. Nie stać mnie było zapłacić modelce za pozowanie w niedzielę i wpadłem na pomysł, żeby wykorzystać syberyjską praktykę. Postawiłem piwo kierownikowi łaźni, żeby mi pozwolił szkicować w kobiecej części łaźni, ja się ukryję za pęczkiem witek brzozowych gdzieś w kąciku. Przyszedłem wcześniej, obstawiłem się ze wszystkich stron witkami, zostawiając tylko dziurkę, żeby światło padało na papier. Ja bez ruchu, jak z ukrytej kamery prędko rysowałem zmieniające się pozy gołych kobiet, które weszły do sali łaźni. Jedne wchodziły, drugie wychodziły kiedy było za gorąco, ja cierpliwie wytrzymywałem temperaturę, bo było bardzo ciekawie obserwować i rysować w ruchu piękne kobiece ciała.

Później przeczytałem, że wielki Rodin dla stworzenia swych genialnych rzeźb szkicował ruchy pary modelek, które gołe chodziły po jego pracowni. Myślę, że on mógłby mi pozazdrościć, bo miałem ich dziesiątki w naturalnym środowisku.

W pewnej chwili całą panoramę zasłoniła mi monumentalna postać kobiety, stojąca do mnie tyłem. Postanowiłem zrobić w stosie witek dziurkę z drugiej strony mego ukrycia. Gałązki zaszeleściły. Monumentalna kobieta jak od ognia odskoczyła i zawrzeszczała: „szczury!”. Wszystkie kobiety, które były białe od piany mydła rzuciły się do drzwi. W popłochu jakaś z nich zaczepiła nogą o moją wiązkę witek i ta wywróciła się, odkrywając moją obecność. „Mężczyzna, mężczyzna!” – zawrzeszczały wszystkie kobiety i od drzwi rzuciły się do mnie, zaczęły bić witkami po czym popadło. Któraś z nich wylała całe wiadro zimnej wody na moją biedną głowę. Egzekucja przebiegała pod złym krzykiem jednych: “podglądacz!” i wesołym śmiechem drugich dziewczyn.

Moje przykrycie twarzy szkicami skończyło się tym, że je rozerwały w strzępki a mnie w rozerwanych spodniach wyrzuciły z kopnięciem w tyłek z łaźni na podwórko w śnieg. Nigdy więcej nie próbowałem tej metody ćwiczeń, i innym nie radzę. Kobiety nawet z taką bronią, jak witki, stają się wojowniczymi amazonkami i lepiej nie stawać na ich drodze, ale obraz to jednak potem namalowałem, według poskładanych w całość porwanych szkiców, z których tu jeden zamieszczam pod nazwą Kobieca łaźnia, 1950.

Comments are closed.