Sybirak » Droga do syberyjskiego piekła.
Opis obrazów

Opisanie wydarzeń oraz objaśnienie symboliki moich prac, stworzy czytelnikowi pełny obraz tych czasów.

WYSTAWY

Zawsze powtarzam, że wystawa – dla plastyka, jak scena – dla aktora

Home » Opis obrazów

Droga do syberyjskiego piekła.

Submitted by on Sobota, 21 sierpień 2010No Comment

Rok 1936. W kilka godzin, Polakom z naszej wioski kazano porzucić ich domy i skarb i wziąć tylko rzeczy potrzebne na co dzień, jakby na wycieczkę. Zapakowano nas w bydlęce wagony i pociąg powiózł nie wiadomo dokąd. Komuniści nie zapomnieli powiesić portretów Stalina przy zakratowanych drzwiach wagonu. Na oknach pod sufitem wagonu był drut kolczasty. Na początku jazdy naszego pierwszego domu na kołach znienawidziłem wagony i pociągi na całe życie.

Jednak lubisz czy nie, trzeba było później posługiwać się nimi po kilka razy w roku, bo Rosja to taki duży kraj, że np. od Uralu, gdzie później mieszkała rodzina, do Leningradu gdzie ja studiowałem, jechać trzeba 3 doby, a po parę razy do roku na wakacje to dużo czasu w drodze. Dzień i noc w uszach stukot kół. Ta muzyka wraca do mnie nie raz, nawet teraz. Ciało leci w przód, a myśli w tył, do syberyjskiego pociągu. Zawsze lubię patrzeć w okno na zmieniające się krajobrazy, cieszą mnie lasy, pola, rzeki. Ale robi mi się smutno od pociągów, które pełzają jak robaki po matce ziemi. O tym myślałem szkicując o to ten rysunek.

W ten pierwszy poranek słońce już było wysoko i oświecało nasz duży obóz przez mroźną mgłę. Dziwne jest słońce na Syberii, świeci a nie grzeje, jakby przez sito oprószone mąką. Dziwiło to, że nie widać ani jednego ptaka i nie słychać wycia wilków. Było tak cicho, że słyszeliśmy skrzypienie sań na długo przed tym jak można je było dostrzec na śnieżnym wzgórzu. Ciągnęło je parę gniadych koni, pokazywało się kilka sań, które ciągnęły woły oraz kilku uzbrojonych ludzi jadących wierzchem na koniach. Rosjanie i Kazachowie którzy przyjechali, byli ciepło ubrani w futra i czapki. Ich czerwone, okrągłe twarze kontrastowały z bladymi twarzami stojących obok zesłańców. Według spisu NKWD podzielili nas na grupy. Nastała chwila pożegnania. Braci z rodziny Centomirskich, Piotra i Jana rozdzielili. Od dziś wg spisu wyznaczono im żyć w różnych rejonach. I to znaczyło, że my z siostrą nie będziemy widzieć się z kochanymi kuzynami, pomagać nawzajem w szkole jedni drugim, że tych siedmiu chłopców, starszych kuzynów, nie będzie mogło nas bronić przed miejscowymi chłopakami. A my bardzo liczyliśmy na to. To był stary sposób, który komuniści wykorzystywali: dziel i rządź. Ale wszyscy byliśmy tak zmarznięci i zmęczeni, że chcieliśmy jak najszybciej ruszyć w drogę. Każdy myślał, że gorzej niż tu w pierwszą noc, tam już być nie może.

Drogi Syberii, 1948 r. Stefan Centomirski Sybirak.

Comments are closed.