Sybirak » Jak zacząłem malować?
Home » Jak zacząłem malować?

Jak zacząłem malować?

Malować zacząłem ze strachu. A dlaczego? Dla rozrywki grałem w karty, a tych kart była jedna talia na całą wieś. W trakcie licytacji zauważyłem, że starsi chłopcy mnie oszukują i kładą niektóre karty pod tyłek. Chcąc wykazać ich oszustwo szarpnąłem za taką kartę spod tyłka jednego z chłopaków, karta się rozerwała. Chłopcy przyskoczyli do mnie i zaczęli wrzeszczeć „zniszczyłeś nam karty, jeśli nie oddasz do rana całą, zdejmiemy ci portki i będziemy lać ile wlezie”. Nie odczuwanie bólu było straszne, codziennie od czegoś cierpiałem, to młotkiem trafisz w palec a nie w gwóźdź, to szczapa drewna przy rąbaniu trafi w rękę, to krowa lub cielak nastąpi na twoją nogę. To było normalne, bo tak kręci się życie na wsi, ale co innego, kiedy grożą lać bez portek na oczach ludzi, i to jeszcze na oczach twojej pierwszej miłości. I właśnie to ostatnie martwiło mnie, gdyż przy grze w karty stała obok moja sympatia Julia i wszystko widziała, nawet trzymała moją stronę podczas kłótni i rano na pewno przyjdzie, bo jeszcze krzyknęła, że przyciągnie całą szkołę, żeby mnie bronić. Co robić?

Cały wieczór siedziałem i myślałem, gdzie dostać zniszczoną kartę, damę karo. Mama zaś płakała, wiedząc jakie to zabijaki z tych graczy karcianych. I wreszcie nad rankiem, a całą noc nie spałem, pomyślałem, że te karty ktoś kiedyś namalował, więc może i ja potrafiłbym. Przyłożyłem jedną całą kartę do okładki książki, innego papieru nie było i ołówkiem od lewego oka namalowałem szybko damę tej samej wielkości i podobnej piękności jak w oryginale, potem namalowałem damę z drugiej strony kompozycji, tak aby malunek wyglądał jak na prawdziwej karcie. Długo siedziałem i patrzyłem na to dzieło moich rąk. Obudziła się mama i ze zdziwieniem popatrzyła na narysowaną kartę. Nic nie mówiła, tylko gładziła to rysunek to moją głowę i uśmiech nie schodził jej z ust. Potem wydostała z pieca ugotowane buraki i poradziła dodać sokiem czerwony kolor, przecież farb u nas nie było, i my razem cieszyliśmy się,że ta karta tak podobna do rozerwanego oryginału. W ten ranek mama powiedziała, że Bóg usłyszał jej modlitwy i nasze życie w zsyłce teraz zmieni się i ona wierzy w moją przyszłość, czy to będę pisać, jak wcześniej dziennik, czy też, jak teraz, rysować. Mówiła takie miłe dla serca mego rzeczy, że one zostały na zawsze ważniejsze niż setki opinii krytyków w późniejszych czasach. Dodam dla spuentowania historii, że rano przyszli do mego domu chłopcy, zobaczyli gotową kartę do talii, pochwalili mnie, podrzucili do góry, a dla mnie był to wyraz pierwszego sukcesu malarskiego.