Sybirak » Wahadło czasu.
Home » Wahadło czasu.

Wahadło czasu.

Codzienne myśli o przyszłości nie dawały mi spokoju i czasami opowiadałem o nich gościom z miasta, którzy przywozili dla mnie reprodukcje obrazów do powiększenia żeby mieć kopie, albo fotografie do namalowania portretów. Jeden z takich gości, który był przedstawiony mi jako profesor, długo oglądał moje prace stojące na półkach, sztucznie wyrzeźbione i namalowane jajka, postaci z szachów, rzeźbione świece, szkice krajobrazów na ścianach, niedokończone portrety wieśniaków. Nie chwalił mnie jak inni, ale poprosił o pokazanie prac wykonanych ołówkiem. Po obejrzeniu kopii z rysunków Rafaela i Michała Anioła, później moich aktów z łaźni, mocno ścisnął moją rękę i powiedział, że trzeba coś robić, żeby się dostać na studia. Żegnając się dodał, że on zajmuje się nauką, a tu jest potrzebna decyzja władz. Jutro przywiezie ważnego partyjnego funkcjonariusza, od którego dużo zależy, w całym województwie. Przygotować mam płótno do malowania jego portretu. Po raz pierwszy ze mną tak poważnie rozmawiał obcy człowiek. Oczywiście materiał do malowania prędko przygotowałem, ale psychicznie się przygotować nie było łatwo.

Matka usłyszawszy nazwisko funkcjonariusza przeżegnała się i powiedziała, że na jego widok trzęsą się kolana samego przewodniczącego kołchozu. Tej nocy w ogóle nie mogłem zasnąć, jak przed ważnym egzaminem. Wcześnie rano przed naszą ziemianką zatrzymał się błyszczący samochód, z którego wyszedł wczorajszy gość, naukowiec i otworzył drzwi przed siedzącą w samochodzie ważną szychą. On był tak gruby, że my z mamą pomyśleliśmy o tym samym: jak on przejdzie przez drzwi naszej ziemianki? Ale gość przecisnąwszy się bokiem usiadł na ławie przy stole i zaczął oglądać rozwieszone szkice. Jak później powiedziała mama, on na sztukę patrzył jak ciele na malowane wrota. Ale kiedy po godzinie zobaczył namalowany przeze mnie swój portret, to on zadowolony spojrzał na zegar i powiedział do mnie: „Jesteś stachanowcem, tak podobnie i prędko po raz pierwszy mnie ktoś narysował. W mieście artysta męczył mnie przez cały dzień, ale twój obraz jest lepszy” i kazał naukowcowi zapakować portret. Trzeba powiedzieć,że określenie przodownik pracy – stachanowiec – było najwyższą formą pochwały z ust władzy. Nadawano je osobom, które wykonywały kilka norm w tym samym czasie, co inni jedną. Jeden z pierwszych takich zdolnych pracowników miał nazwisko Stachanow i z niego uczyniono wzór przodownika pracy. A dla mnie rysowanie na prędko było przyzwyczajeniem, trzeba było się spieszyć, żeby zdążyć skończyć rysunek na śniegu patykiem, żeby wiatr nie zasypał, na ścianie węglem, żeby nie zmył deszcz, żeby konie nie uciekły w pole. Co do ludzi, to tylko prędkie szkicowanie ich, dawało szanse, że będą oni pozować, bo zawsze spieszyli się do pracy lub po prostu się nudzili. Umiałem narysować prędko kształt, ale złapać formę, tak jak widziałem to w reprodukcjach mistrzów, nie udawało mi się i nie wiedziałem, co robić dalej i nikt nie mógł mi tego podpowiedzieć. Tak jak w moich ulubionych szachach, wygrywałem partie krótkie, ale kiedy przeciwnik myślał poważnie siedząc przede mną godzinę, ja przegrywałem. Dlatego bałem się,że w malarstwie zostanę wyłącznie mistrzem prędkiego szkicowania, a dla wykonania poważnych obrazów, o których marzyłem, potrzebne są studia, z nauką anatomii, perspektywy, kompozycji i formy. W taki sam sposób krytycznie powiedziałem temu funkcjonariuszowi, co ja myślę o prędkim stachanowskim sposobie rysowania. To jest dobre w fabryce, a również w sporcie, ale w sztuce jest inaczej, dobre dzieło malarskie powstaje przez dni, tygodnie i miesiące, a do tego potrzebne jest zawodowe wykształcenie, o którym ja marzyłem. On poważnie wysłuchał i rozkazał mi pokazać podanie do Moskwy. Podałem mu jeszcze nie odesłany list od dyrektora wiejskiej szkoły z prośbą o pozwolenie Centomirskiemu na wyjazd na studia, jako najzdolniejszemu, który skończył kiedykolwiek szkołę podstawową, aby jego talent nie zaginął. On przeczytał, krzywo się uśmiechnął i powiedział, że Moskwa łzom nie wierzy. Potem wziął czerwony ołówek i w kącie nakreślił: „Stefan do rolniczej pracy nie nadaje się. Konie lecą do pszenicy,a on siedzi i maluje obrazy. Na pewno po studiach będzie przydatny krajowi”.

s_wachadl_czasu

To podanie było wysłane do najwyższych władz NKWD w Moskwie. Każdy dzień oczekiwania pozytywnej opinii władz był męczący. Czas leciał i pracował przeciw mnie. Kolejny raz ruch wahadła zegara mego życia pogarszał mój los. Jako podsumowanie czasu dojrzewania zamieszczam tu symboliczny autoportret z 1958 r. Wahadło czasu. W nim namalowane na lecących wahadłach daty, które dramatycznie wpłynęły na mój los. Na obrazie widać, że autor nie może sprzeciwić się ciężkim ciosom wahadła, jego ręce związane sznurem. A wahadła bez żalu kolejny raz biją bezbronne ciało. To z jednej strony cios w głowę – rok 1933, zesłanie przodków na Syberię. Cios z drugiej strony, w piersi, to już rok 1936, zesłanie autora z rodziną na Syberię. I znowu mocny cios w krocze, wahadło 1948 – to tragiczny data wstrzymania rozwoju zdolności autora na zsyłce. Te codzienne zmartwienia myślami o złym losie doprowadziły, że w tym juniorskim wieku u mnie pojawiły się pierwsze siwe włosy, a obok łba one zaczęły wypadać, ale jak pokazać w plastyce te przeżycia autora. Oczywiście przez psychologię wyrazu twarzy, ale tego za mało.Ja zamieściłem na głowie symboliczne drzewa, z których spadają wcześnie pożółkłe liście, okalają bezradną głowę męczennika. To obraz wykonany w ekspresyjnej manierze, żeby podkreślić ruch ważniejszych symboli – wahadeł zegara oraz ruchu postaci od ich ciosów i lecących z głowy przeżywających swój niedługi wiek, liści – włosów. Tło obrazu czerwone, co kojarzy się we wszechświecie ze zmianą dnia i nocy oraz lat, jak to jest na tym autoportrecie. Tym obrazem podsumuję dramat mojego juniorskiego życia: zbliżało się dwudziestolecie, z nich 12 lat na zsyłce. Za plecami miałem tylko podstawówkę. Czas uciekał, a ja wciąż czekałem na pozwolenie władz na wyjazd na studia.