Sybirak » Wielkanoc na Syberii.
Opis obrazów

Opisanie wydarzeń oraz objaśnienie symboliki moich prac, stworzy czytelnikowi pełny obraz tych czasów.

WYSTAWY

Zawsze powtarzam, że wystawa – dla plastyka, jak scena – dla aktora

Home » Opis obrazów

Wielkanoc na Syberii.

Submitted by on Środa, 20 kwiecień 2011No Comment

Rysowanie patykiem na śniegu czy węglem na ścianie było dobre do ćwiczenia, ale ja czułem, że te same błędy, które robiłem przy gorączkowym rysowaniu, ja powtarzam na drugi dzień, gdyż tylko przez krótki czas są widoczne dla mnie, bo rysunek już częściowo zniszczony przez wiatr, deszcz czy śnieg.

maria

Cały czas marzyłem o kartkach papieru, a jednocześnie  szukałem jakiegoś innego stałego materiału, na którym można by malować, żeby dłuższy czas utrzymywał się rysunek. Papieru brakowało, a kury przynosiły jajka codziennie i wpadłem na pomysł, żeby na nich malować. Delikatnie dotykając nanosiłem na nie miękkim ołówkiem kreski, linie, z których powstawały moje pierwsze madonny. Z czasem nauczyłem się przed malowaniem robić cieniutkie dziurki w jajku wszystko ze środka wydmuchiwać przez słomkę. Takie jajko mogło dłużej przetrwać i gościa nie czekała niespodzianka z powodu woni tego prezentu w przypadku pęknięcia.

Na zbliżające się święta Wielkanocy przygotowałem całą serię kraszanek.  Tradycja ich malowania była w wiosce znana. Na skorupie nanosili woskiem linie systematycznego ornamentu, potem zanurzali jajko w wodę  przygotowaną z cebuli albo z dodatkiem kolorowych farb jeśli ktoś je miał, następnie krasili skorupę, a linie z woskiem zostawały białe. Kraszanki zmieniały kolory, ale rysunek był podobny.
To wykonać mogło każde dziecko. Ja zdecydowałem się robić niepowtarzalne malunki, ale wosk nie nadawał się do malowania delikatnych linii i ja używałem do tego farb. Jednak do pracy na tak małym rozmiarze trzeba było mieć cieniutki pędzel, którego nie było gdzie dostać i postanowiłem zrobić go sam. Najpierw poszukałem odpowiednich włosów, wszystkie zebrałem z grzywy i ogona konia, z krowy i psa oraz szczecinę ze świni i pióra z koguta. Sporo czasu zajęła delikatna praca składania włoska po włosku w okrągłą szczoteczkę, z długim środkiem i coraz krótszym brzegiem. To była tak delikatna praca męcząca dla oczu, że ja nawet pożyczyłem w jednej szkole mikroskop, żeby widzieć lepiej odpowiednią grubość włosa do składanki. Właśnie eksperyment pokazał, że centralny powinien być grubszy dla trzymania pionu, czyli ze szczeciny świni, a obok w krąg mniejsze i mniejsze, miękkie z piór koguta, albo mocniejsze z grzywy konia, te dla utrzymania farb przy pracy. Następnie trzeba było to związać nicią wzmocnioną klejem i zamontować na patyczku, co było najłatwiejsze. Te wygładzone i pomalowane w różne kolory pędzelki postawione w słoik, zdziwieni goście zawsze nazywali patykami.

Mało kto domyślał się, że ten pędzelek do efekt morderczej pracy. Cieniutkie końcówki tych małych pędzelków dały mi możliwość wykonywać miniaturowe malunki na jajkach kolorowymi farbami. Z początku to były przedmioty dobrze znane w wiosce, grabie, kosy czy garnki na płotach, chaty oraz zwierzęta domowe – gęsi, kaczki czy koguty, krowy. Ale najbardziej cieszyły rodaków wymalowane przeze mnie anioły i szczególnie madonny.  Problem jednak był w tym, że te pomalowane skorupki nie były mocne i pękały często, czasem nawet w moich rękach kruszyły się i to wywoływało czasami łzy dziecka i smutek. Któż z autorów będzie się cieszyć, gdy jego dzieło, nad którym pracował godzinami, niszczy się w jednej chwili. Jeśli niszczy to wszechświat – deszcz czy wiatr, to co innego. Ale kiedy ty sam sobie winien, bo nie pomyślałeś, jak zabezpieczyć swoje dzieło, musisz znowu pomyśleć, czy znajdzie się rozwiązanie, jak w szachowym zadaniu.

Comments are closed.